Region tarnowski: Brakuje lekarzy

 

W małopolskich szpitalach wciąż brakuje lekarzy specjalistów. W Tarnowie, choć sytuacja nie jest tak dramatyczna, jak jeszcze kilka miesięcy temu, to dalej niektóre oddziały mają problem z rozpisaniem grafiku.

Nie tak dawno informowaliśmy o bardzo trudnej sytuacji kadrowej m.in. w Specjalistycznym Szpitalu im. Edwarda Szczeklika w Tarnowie. Brakowało między innymi chirurgów i ortopedów. Teraz, jak zapewnia Marcin Kuta, dyrektor lecznicy lekarzy jest w sam raz, a szpital wzbogacił się o uznanych specjalistów. – Przyszło kilku nowych lekarzy, mam na myśli zarówno młodych na rezydenturę, jak i naprawdę doświadczonych, znakomitych specjalistów – doktora ortopedę, który jest jednym z najlepszych artroskopistów w Polsce, prowadził takie nazwiska, jak Kamil Stoch, Justyna Kowalczyk czy był lekarzem kadry alpejczyków. Drugi z lekarzy prowadzi w tej chwili oddział kardiologii inwazyjnej, znakomity, uznany specjalista – wymienia dyrektor szpitala.

Marcin Kuta przyznaje jednak, że w dalszym ciągu brakuje chętnych do pracy na Izbie Przyjęć. A Damian Mika, rzecznik prasowy Szpitala Wojewódzkiego im. Św. Łukasza w Tarnowie dodaje, że podobnie sytuacja wygląda na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. – Niewielu lekarzy decyduje się na tak ciężką pracę, obciążoną tak wysokim stresem – wyjaśnia.

Dyrekcje obu szpitali zwracają też uwagę na niedostateczną liczbę pediatrów. – Tutaj nie brakuje. Ich nie ma po prostu. Może dlatego też, że lekarze nie chcą wybierać tej specjalności. Tylko dlaczego nie chcą? Bo nie ma miejsc kształcenia, bo są nieinteresujące stawki, bo te oddziały nie są wsparte finansowo i praktycznie żadnego zarządzającego nie stać na to, by takiej grupie lekarzy zapłacić więcej, niż choćby anestezjologowi, a dzisiaj tak by trzeba było zrobić – mówi Marcin Kuta.

Skąd biorą się problemy? Jak twierdzi dyrektor starego szpitala przyczyn jest kilka – od złej polityki konsultantów wojewódzkich, mających wpływ na liczbę miejsc specjalizacyjnych, poprzez niedostosowany do dzisiejszych warunków system kształcenia, na sprzeciwie środowiska lekarskiego skończywszy. – Ta większa konkurencyjność przekłada się na wyższe stawki zarówno w gabinetach prywatnych, jak i stawki, które my dyrektorzy musimy płacić za pracę w szpitalu – mówi Marcin Kuta i dodaje, że pediatrów brakuje, ponieważ zapomniano o nich 10-12 lat temu, kiedy położono nacisk na lekarzy rodzinnych i zapomniano o internistach i pediatrach. – Także dzisiaj w jednakowym stopniu brakuje internistów i pediatrów – jest bardzo duża luka pokoleniowa pomiędzy tymi, którzy otwierają specjalizacje i tymi, którzy mają ok. 60 lat.

Podkreśla, że mniej lekarzy, to często gorsza opieka nad pacjentem, któremu lekarz może poświęcić mniej czasu. Dodaje, że sposobem na rozwiązanie problemów kadrowych byłoby zatrudnianie lekarzy, na przykład z Ukrainy, jednak izby lekarskie nawet nie chcą o tym słyszeć.

Posłuchaj:

Kuba Kusy