Bukowiec: Stracili dach nad głową – co dalej z rodziną pogorzelców?

Jak wiecie z Wiadomości RDN, wczoraj w tej miejscowości doszczętnie spłonął dom 6-osobowej rodziny. W ciągu kilku godzin państwo Brończykowie razem z trójką dzieci i dziadkiem zostali bez dachu nad głową. Z pomocą przyszli im sąsiedzi i urzędnicy. Na miejsce wybrała się też nasza reporterka.

Jedyne co ocalało po pożarze, to płot oplatający działkę, na której stał dom rodziny Brończyków. Ze zgliszczy udało się wyciągnąć kilka garnków, nadpalone krzesła i sofy czy trochę ubrań. Nic z tych rzeczy nie nadaje się jednak do używania. Dom był zbudowany z drewna, dlatego płomienie szybko pochłonęły konstrukcję. Gdy na miejsce zdarzenia przyjechała straż, dach zawalił się już na parter. Jak mówi zastępca komendanta PSP, Paweł Motyka, nie było czego ratować. – Praktycznie cały budynek uległ spaleniu. Podczas wybuchu pożaru nikogo nie było w domu więc nikt nie ucierpiał – mówi.

bukowiec_pogorezlcy
Pożar przez sześć godzin gasiło kilkanaście zastępów straży. Przyczyna jego wybuchu na razie nie została ustalona. Rodzinie z całego dobytku życia zostały tylko rzeczy, jakie mieli w samochodzie. W chwili pożaru właśnie nim pojechali do lekarza w sąsiedniej miejscowości.Trójka dzieci – 6,10 i 12 lat – ich rodzice i dziadek mieszkają u jednego z sąsiadów. Jan Gołąb, który przygarnął pogorzelców, o pożarze dowiedział się jako pierwszy. – Widziałem jak się zapaliło, z córką byliśmy tu pierwsi i dzwoniliśmy po pomoc. To jest tragedia okropna, ze względu na dzieci. Żona jest chora. Sam też będzie mieć operację – mówi.

Pomoc rodzinie zaoferowała też gmina. – Zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy na ten moment. Przekazaliśmy rodzinie pieniądze na jedzenie, lekarstwa czy ubrania – tłumaczy wójt Leszek Skowron. – Oferowaliśmy też nocleg w mieszkaniu socjalnym, z którego rodzina na razie nie skorzystała – dodaje.

4
Rodzina na razie nie chce mieszkać w lokalu socjalnym, dlatego że koło domu ocalało małe gospodarstwo – stajnia z koniem, kozami i innymi zwierzętami. Jak tłumaczą, ktoś musi tego doglądać. To też jedyne źródło utrzymania rodziny poza zasiłkami społecznymi. W obowiązkach pomagają najbliżsi sąsiedzi. Także osoby z sąsiedniej miejscowości – Paleśnicy – przywożą najpotrzebniejsze rzeczy. – Przywieźliśmy trochę ubrań. Znaliśmy ich, dlatego że dzieci chodziły z wnuczką do klasy. Nigdy im się nie przelewało, ale teraz to już jest tragedia – mówi jeden z darczyńców.Z niewielkich oszczędności rodzina nie jest w stanie sama sobie poradzić, nie mówiąc już o odbudowie domu. Sąsiedzi mają dla nich tylko jedno życzenie na najbliższy rok – żeby ludzie im pomogli i mogli wrócić do normalnego życia.

Osoby, które chciałyby w jakikolwiek sposób pomóc w spełnieniu tego marzenia mogą kontaktować się z GOP-sem w Korzennej.

Posłuchaj sąsiada pogorzelców, Jana Gołębia:

Posłuchaj wójta, Leszka Skowrona:

Posłuchaj sąsiadów:

Maria Mółka