Tarnów: Grupa mieszkańców w walce o ruiny zamku

 

Czy ruiny zamku przetrwają procedury? Mieszkańcy mają wątpliwości. Pozostałości gotyckiego XIV-wiecznego zamku, zbudowanego przez Spytka z Melsztyna i w połowie XV wieku odbudowanego przez Jana Tarnowskiego na Górze św. Marcina w Tarnowie, co roku kruszeją i nikną w oczach. Grupa mieszkańców od lat walczy o to, by miasto zabezpieczyło albo przynajmniej zinwentaryzowało mury, by możliwe były w ogóle jakiekolwiek prace. Są obawy, że zanim właściciele czy miasto zabiorą się za ratowanie resztek zamku, nie będzie już czego ratować.

Pasjonat Wiesław Marszalik, inżynier budownictwa, poinformował, że grupa mieszkańców Tarnowa prosiła o 20 tysięcy, by zrobić inwentaryzację. – Od trzech lat, może nawet dłużej, trwa dyskusja, czy można wydatkować 20 tysięcy zł na inwentaryzację. Te ruiny nie przetrzymają takiej indolencji prawniczej, w związku z tym zaproponowałem, żeby wykonać tę inwentaryzacje konserwatorską. Chodzi o opracowanie, w którym byłoby wszystko o sposobie budowania tych murów – sposobie kładzenia cegieł, wymiarach, itp – wyjaśnia.

Tymczasem kwestie prawne i administracyjne  zamku nie są wciąż uregulowane i miasto odpowiada, że skoro nie jest właścicielem terenu, ma związane ręce. Dzięki interwencji naszego słuchacza wydaje się, że jednak coś w tej sprawie drgnęło. Ruiny pojechali obejrzeć kilka dni temu dyrektorzy dwóch wydziałów. Na pytanie, czy miasto nie obawia się, że czas zupełnie zniszczy pozostałości zamku, szef Infrastruktury Miejskiej, Rafał Nakielny, przyznaje, że tego rodzaju obawy rzeczywiście są. – Trudno tu naruszyć jeden przepis, żeby chronić obiekt, jeżeli nie mamy takich możliwości prawnych. My musimy działać zgodnie z prawem. Ustaliliśmy, że będziemy – jako pracownicy, którzy świeżo zainteresowaliśmy się tematem – nad tym pracować. Zbieramy wszystkie dane, żeby móc się w temacie określić – mówi. Na pytanie, czy inwentaryzacja jest możliwa, dyrektor odpowiada, że w chwili obecnej miasto nie może ponosić nakładów na ten teren i stąd problem. – Myślimy natomiast, żeby skorzystać z jakichś dotacji z zasobów ministerialnych kultury – dodaje Nakielny.

To, że ruiny nie należą jeszcze do miasta nie znaczy, że muszą być zaprzepaszczone – ripostuje pan Wiesław. – Wszystko rozsypuje się  w oczach – alarmuje. – Jedna z baszt jest zupełnie zapadnięta, a te rzeczy były do zwiedzania. Poza tym odkopano basteję na najniższym poziomie i tam  dostają się chuligani – szukają bogactw, np. starych monet – zdarzało się, że były znalezione. Ale to wszystko doprowadzi do niebytu ten zabytek. Te cegły nie konserwowane przez kilkaset lat, po prostu się rozpadają. Arsenał przestaje istnieć. Ten widok jest straszny – mówi Wiesław Marszalik.

Zarzuty mieszkańców, zdaniem których miasto samo doprowadza do tego, że mury zamku przestają istnieć, są bezzasadne – odpowiada dyrektor Nakielny. – Jeśli miasto będzie właścicielem tego terenu, wtedy będziemy mogli tam inwestować – tłumaczy. – Różne opracowania wtedy są możliwe, łącznie nawet z odbudową takich ruin. Myślę, że nie ma osób w Tarnowie, którym nie zależałoby na tym, żeby takie ruiny odbudować, takie zarzuty są więc nieuprawnione. Chodzi o to, żebyśmy mieli możliwości prawne i finansowe wsparcie – to są jedyne przeszkody w tym momencie. Są czynione przez Urząd starania o wpis do ksiąg wieczystych, czyli żebyśmy mogli jakieś nakłady w tym terenie ponosić – mówi.

Pana Wiesława i tych, którzy walczą o znikające ruiny zamku, nie przekonują argumenty urzędników, że na Górze św. Marcina nic się nie dzieje z powodów formalnych. – Staram się zainteresować Urząd Miasta ratowaniem niknącymi w oczach ruin zamku od 15 lat – mówi Marszalik. –  Tych pism, które wysyłałem są setki. Kolejni prezydenci tak się właśnie zachowują, że mają na podorędziu gotowe zdanka, które ich wybielają. Słyszę od lat takie argumenty, że zamek nie jest ich, że jest uświęcone prawo własności, ale przecież jest też uświęcone prawo do ochrony dziedzictwa narodowego i to jest ich obowiązek. Ostatnio np. koło zamku powstała droga – zgłaszały o tym urzędnikom różne osoby. Otrzymuję odpowiedzi takie, że powinienem sam robić zdjęcia, zgłaszać to do prokuratury. To pytam, po co są te urzędy? – mówi.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że sprawa terenu z  ruinami zamku na Górze św. Marcina  jest też w Ministerstwie Rolnictwa. Do sprawy ginących ruin z pewnością wrócimy.

Posłuchaj Wiesława Marszalika:

Posłuchaj Rafała Nakielnego:

Jadwiga Kozioł