Nowy Sącz/Tarnów: Za i przeciw powstaniu sądeckiej dyspozytorni pogotowia

 

Ministerstwo Zdrowia planuje ograniczyć ilość dyspozytorni w całej Polsce, a mimo to nie gasną nadzieje sądeczan na odtworzenie takiej placówki w Nowym Sączu. Zabiegają o to lokalni parlamentarzyści i samorządowcy. Inaczej jednak sprawa wygląda z perspektywy Tarnowa. Tutejsi przedstawiciele władz uważają, że przywrócenie kolejnej takiej jednostki to zbędny wydatek.

Dyspozytornia Pogotowia Ratunkowego przestała istnieć w Nowym Sączu kilka lat temu, kiedy wojewodą Małopolski był Jerzy Miller. Od tamtego czasu pacjenci z powiatów: limanowskiego, nowosądeckiego  czy tarnowskiego dzwonią do Tarnowa jeśli chcą wezwać karetkę pogotowia. Marek Pławiak, starosta nowosądecki uważa, że to nie jest dla niech najlepsze rozwiązanie. Starosta nowosądecki nawiązał do sytuacji, kiedy dyspozytor z Tarnowa pomylił Kamionkę w powiecie limanowskim z Kamionką w powiecie nowosądeckim. – Nie może być takich sytuacji, kiedy dyspozytor myli sobie miejscowości, albo nie wie, gdzie wysłać karetkę. Dlatego uważam, że dodatkowa dyspozytornia usprawniłaby pracę pogotowia – twierdzi Pławiak.

Inaczej twierdzi starosta tarnowski, Roman Łucarz. – Wydaje mi się, że jest to niegospodarne i nie ma sensu wydawać dodatkowych pieniędzy na dyspozytornię w Nowym Sączu. Nasza sprawdza się dobrze i w zupełności wystarcza. Poza tym sądecka dyspozytornia obsługiwałaby tylko powiaty: limanowski i nowosądecki, bo starosta gorlicki nie chce podlegać dyspozytorni w Nowym Sączu – mówił na antenie RDN.

Z kolei dyrektor Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego, Józef Zygmunt, w taki sposób argumentuje przywrócenie jednostki. – Sądecczyzna stwarza specyficzny klimat dla działań ratowniczych. Mamy dużo akwenów wodnych, stoków narciarskich czy lasów. Mamy też zły układ komunikacyjny. Kierowcy karetek często narażają się na niebezpieczeństwo w tym górskim terenie. To wszystko przemawia za przywróceniem dyspozytorni – mówi.

Wszystkie argumenty za i przeciw mogą być tylko sugestią dla Ministerstwa Zdrowia, które raczej planuje ograniczyć ilość dyspozytorni w Polsce niż finansować kolejne. – Jest już projekt ustawy, a w nim zakładamy, że jeden dyspozytor będzie na 200 tysięcy mieszkańców, a jedna dyspozytornia na 2 miliony mieszkańców. Poza tym, w Polsce są województwa, gdzie funkcjonuje tylko jedna dyspozytornia i taki model też się sprawdza. Jednak o tym, jak będzie wyglądać nowa ustawa zdecydują: sejm, senat a potem prezydent Polski – mówiła podczas wizyty w tarnowskim pogotowiu w Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia.

Sądecka dyspozytornia, według wstępnych wyliczeń, może kosztować 850 tysięcy złotych, a pracę mogłoby w niej znaleźć kilkanaście osób.

Posłuchaj Marka Pławiaka:
Posłuchaj Romana Łucarza:

Posłuchaj Józefa Zygmunta:

Posłuchaj Józefy Szczurek-Żelazko:

Jakub Węgrzyn