Nowy Sącz: Awantura o wycięcie drzewa

 

Wycinka kilku drzew stała się kością niezgody mieszkańców jednego z bloków na osiedlu Wojska Polskiego w Nowym Sączu. Jednym te rośliny przysłaniały widok i słońce, a dla innych były piękną dekoracją i schronieniem w upalne dni.

Sądeczanie z osiedla Wojska Polskiego w Nowym Sączu podzielili się z redakcją RDN Nowy Sącz swoim niezadowoleniem związanym z wycinką drzew przy jednym z bloków. Wśród przeciwników takiego rozwiązania znalazł się Jacek Trybuch. Mieszkaniec może nie przywiązał się fizycznie do tego drzewa wzorem ekologów – aktywistów, ale był przywiązany do niego mentalnie.

Wycinają te drzewa, jak im się podoba z każdej strony bloku. Takim apogeum tych działań było wycięcie orzecha. To drzewo stało tu od początku istnienia tego osiedla. Było ładne, a dzieci chętnie korzystały z jego owoców – mówi.

drzewodrzewo

Dla jednej z sąsiadek pana Jacka drzewo było jednak uciążliwe. – Ten orzech miał okropnie dużo liści, które zalegały mi w ogródku. Jego owoce zrywali tylko cyganie i potem wyrzucali łupki tych orzechów gdzie popadnie – mówi.

Teren, na którym stało drzewo, należy do spółki STBS. Maciej Kurp, prezes firmy tłumaczy dlaczego zarząd zdecydował się na wycinkę. – To było drzewo niemające żadnych wartości ani materialnych, ani roślinnych. Przeszkadzało w ruchu ulicznym, bo ograniczało widoczność. Zwiększało też wilgoć w naszych mieszkaniach – dodaje.

drzewopart_1489490742083

Z tymi argumentami nie zgadza się Edyta Wierzbanowska z bloku przy ulicy Malczewskiego w Nowym Sączu. – Wilgoć w tych mieszkaniach była od zawsze. Ja mieszkam na ostatnim piętrze i drzewa nie mają tu na to wpływu. Codziennie wyjeżdżałam spod mojego bloku i nigdy ten orzech nie przeszkadzał mi w tym – mówi.

Ostatecznie jednak – jak tłumaczył prezes STBS – spółka ta nie jest spółdzielnią, a firmą, która nie musi informować lokatorów o zmianach w architekturze krajobrazu osiedla. Maciej Kurp powiedział też, że zarząd nie odpowiada za wycinkę innych drzew przy ulicy Malczewskiego, czyli brzóz i modrzewia, bo to była samowola. Jednak firma nie planuje wyciągać z tego konsekwencji.

– Nie będziemy strzelać z armaty do muchy, bo nie ma takiej potrzeby – mówi prezes STBS i zaznacza, że sprawa nie ma też tła politycznego. – Nie jest to teren prywatny, na którym nie prowadzi się działalności gospodarczej, a tylko takie są objęte klauzulą tak zwanej „szyszki” – mówi.

Maciej Kurp zapewnił też, że w miejsce wyciętych – w ciągu najbliższych tygodni – będą posadzone nowe rośliny.

Posłuchaj Jacka Trybucha:

Posłuchaj mieszkanki osiedla:

Posłuchaj Macieja Kurpa:

Posłuchaj Edyty Wierzbanowskiej:

Jakub Węgrzyn