Tarnów: Kurnik jednak legalny

 

Tarnowscy urzędnicy przegrali w Samorządowym Kolegium Odwoławczym w sprawie kurnika w Krzyżu. Czy wprowadzali w błąd mieszkańców? – Nie ma podstaw do rozbiórki – mówią inspektorzy kolegium i umarzają postępowanie egzekucyjne. Urząd Miasta prowadzi je od ponad  pół roku i zmierza do rozebrania kurnika przy Wiśniowej w Krzyżu. Maciej Morawski, obrońca właściciela fermy,  przekonuje w sądzie, że teren nie został wyłączony z produkcji rolnej i kurnik istnieje legalnie, a mieszkańcy zostali po prostu zmyleni.

Ja tym osobom wszystkim współczuje, bo zostały wprowadzone w błąd przez Urząd Miasta. Jeśli ktoś im powiedział, że tam nigdy nie będzie fermy i że mogą spokojnie budować, to po prostu kłamał. Wszystkie działania podejmowane przez mojego klienta są działaniami zgodnymi z prawem. On zainwestował tam naprawdę duże pieniądze – mówi Maciej Morawski.

Urzędnicy nie kryją zdziwienia decyzją kolegium odwoławczego, która jeszcze do nich nie dotarła. Przekonują, że nadal trzymają stronę mieszkańców i nikt nikogo nie wprowadzał w błąd. Upierają się, że kurnika nie powinno być. – Nie zgadzamy się z orzeczeniem SKO – mówi Andrzej Banach, dyrektor Wydziału Architektury i Budownictwa w magistracie. – Te postanowienie SKO jest dla mnie bardzo korzystne, bo tam były wszelkie dywagacje na temat legalności remontu. W świetle orzeczenia tego kolegium wszystko było w porządku. Ale generalnie my się z tym nie zgadzamy, uważamy, że tamta decyzja z 1976 roku była decyzją określającą czasowy okres użytkowania i może stanowić podstawę do egzekucji. Te kury tam nie powinny być – dodaje.

Tymczasem przed tarnowski sądem toczy się proces ws. nielegalnego wprowadzenia kur do budynku. Sprawę skierowała do sądu Straż Miejska, która nałożyła mandat na właściciela. – Właściciel jednak go nie przyjął – mówi Marek Futera. – Hodowanie zwierząt niemal na terenie miasta jest wykroczeniem. Wynika to z ustawy o utrzymaniu porządku i czystości gminy oraz regulaminu Miasta Tarnowa. Prowadziliśmy rozmowy z mieszkańcami, staraliśmy się załagodzić konflikt. Jest to niestety na takim etapie, że się nie dało. Wyczerpaliśmy swoje możliwości – dodaje Futera.

jadzia

Rozprawa została odroczona, bo sąd nie zdążył przesłuchać wszystkich świadków. Ci, którzy byli przesłuchiwani przekonywali o uciążliwościach i o tym, że zostali wprowadzeni w błąd, bo wmawiano im, że hodowla nie będzie wznowiona. – Teraz są mocno rozczarowani. – Zasięgnęłam informacji w urzędzie miasta, czy jest możliwe wznowienie tej działalności. Dostałam informację, że nie, ponieważ jest studium, które ten teren przeznacza na teren mieszkaniowy. Poza tym ta działka jest oznaczona na mapkach symbolem B. Byłam spokojna. Okazało się, że jednak wszystko jest możliwe. Musiałam zatrzymać budowę domu – mówią.

Sąsiedzi fermy mówią, że nie da się żyć, bo smród i hałas uniemożliwiają im normalne funkcjonowanie. –Mieszkam koło samej kurzej fermy. Jest niesamowity odór. Kręci mi się w głowie. – Głośna praca, wentylatory. Mieszkańcy się burzą. – Zapach jest powalający, mdlący, robi się niedobrze. Plany, żeby się tam wybudować i osiedlić są niemożliwe – mówią sąsiedzi.

Miasto zapowiedziało odwołanie w tej sprawie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Posłuchaj Macieja Morawskiego:

Posłuchaj Andrzeja Banacha:

Posłuchaj Marka Futery:

Posłuchaj mieszkańców:

Posłuchaj sąsiadów:

Jadwiga Kozioł