Tarnów: Czy miasto skorzysta z łódzkiego straszaka na walkę z dopalaczami?

 

Tarnów przygląda się Łodzi, która twierdzi, że znalazła skuteczny sposób na zamknięcie sklepów z dopalaczami. Łódzcy urzędnicy postanowili wykorzystać jeden z artykułów Kodeksu Cywilnego, który mówi o tym, że właściciel budynku powinien powstrzymać się od działań, które przeszkadzają sąsiadom.

Tamtejszy magistrat wysłał do firm sąsiadujących z dopalaczami odpowiednie pisma i sporne sklepy zostały zamknięte. Czy Tarnów skorzysta z łódzkiego sposobu? Prezydent Roman Ciepiela twierdzi, że się temu przygląda, ale widzi kilka problemów. – To jest podpowiedź dla tych właścicieli, których interesy cierpią z powodu takiego niedobrego sąsiedztwa. Przy Wielkich Schodach miasto nie ma własności i nie możemy zastosować takiego schematu jak Łódź. Zobaczymy, czy jest to skuteczne. W Łodzi się mówi dopiero, że jest to groźba wysłana do właścicieli nieruchomości, którzy udzielają najmu takim handlarzom – mówi.

Pytamy więc prezydenta, jaki ma swój pomysł na walkę z łatwym dostępem do dopalaczy w Tarnowie? – Restrykcje to jest jedno, natomiast trzeba informować ludzi, że to jest szkodliwe, przestrzegać, instruować nauczycieli, co się zresztą dzieje. Organizujemy im spotkania z terapeutami, warsztaty – odpowiada Roman Ciepiela.

Od wielu miesięcy mieszkańcy organizują protesty pod jednym ze sklepów z dopalaczami przy Wielkich Schodach. Według naszych nieoficjalnych informacji, sklep ma się przenieść w inne miejsce, a dilerzy mają już nowe sposoby na rozprowadzanie tych kolekcjonerskich, niezbadanych i bardzo niebezpiecznych dla zdrowia produktów. Przerzucają się na handel uliczny w samochodach. Tak jest już np. w Krakowie.

Posłuchaj Romana Ciepieli:

Jadwiga Kozioł