Nowy Sącz: Afera z testami słynnego piłkarza, czyli emocje wzięły górę [KOMENTARZ]

 

Freddy Adu nie będzie grał w Sandecji Nowy Sącz. Słynny amerykański piłkarz, niespełniony wielki talent, przyleciał do Polski, lecz nie dostał szansy pokazania swoich umiejętności. Sam fakt nie jest jeszcze szokujący, ale cała otoczka z konfliktem interesów w tle, pozostawia duży niesmak.

Adu został niegdyś okrzyknięty cudownym dzieckiem futbolu. Debiutował w profesjonalnej lidze MLS w wieku 14 lat, bardzo szybko stając się gwiazdą w Stanach Zjednoczonych i zarabiając duże pieniądze dzięki kontraktom reklamowym. Zagrał w reprezentacji USA i trafił do portugalskiej Benfiki Lizbona. Nie zrobił tam furory i był wypożyczany do klubów z Turcji, Grecji i Portugalii. Nigdzie nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej – nawet w Serbii, czy w Finlandii. Powroty do Stanów Zjednoczonych również nie stanowiły przełomu. Freddy ma dziś 28 lat i w tym tygodniu bardzo szybko zakończył testy w Sandecji Nowy Sącz. Brzmi absurdalnie? To dopiero początek! Okoliczności wizyty amerykańskiego sportowca w Nowym Sączu nadają się na scenariusz do filmu komediowego, choć niektórym może być do płaczu.

Pierwsze próby ściągnięcia Freddy’ego Adu do Sandecji miały miejsce pół roku temu, ale dopiero teraz zawodnik stanął na polskiej ziemi. Na krakowskim lotnisku pozował do zdjęcia z rzecznikiem prasowym Marcinem Rogowskim i szalikiem w biało-czarnych barwach. Fotografia szybko trafiła do mediów społecznościowych.

adu_rogowski

Pojawiły się liczne artykuły w mediach polskich i zagranicznych. Klub ogłosił oficjalnie, że ten gracz będzie w najbliższych dniach testowany. Wydawało się, że niezależnie od efektów sprawdzianu, uda się osiągnąć pozytywny efekt PR-owy. Wszak to słynny futbolista zawitał do Nowego Sącza. Sielankę szybko przerwały komentarze trenera Radosława Mroczkowskiego.

Szkoleniowiec od początku był przeciwnikiem nie tylko zakontraktowania piłkarza, a nawet testowania. Ponadto twierdził, że nic nie wiedział o przylocie Adu. – Dostałem tylko sms z informacją, że będzie zawodnik na testach, ale bez personaliów. Konkretów dowiedziałem się z prasy i internetu. Takie sprawy należy ustalić ze sztabem szkoleniowym – tłumaczył Mroczkowski.

Jak było faktycznie? Docierają do mnie głosy, że trener doskonale wiedział, kto ma pojawić się na treningu, lecz nie akceptował tego pomysłu pionu sportowego klubu. Ktoś mijał się z prawdą… Fakty są takie, że szkoleniowiec sądeckiej drużyny nie zezwolił na uczestnictwo Amerykanina w zajęciach pierwszej drużyny, więc pojawił się pomysł, by piłkarz po przejściu badań medycznych, zagrał w sparingu rezerw Sandecji z Hartem Tęgoborze. Nastąpił jednak nagły zwrot akcji i klub wycofał się z pomysłu zakontraktowania Freddy’ego Adu. „Po szczegółowej analizie wyników postanowiono podziękować zawodnikowi” – czytaliśmy w komunikacie na oficjalnej stronie internetowej. Sugestia była jasna – ze zdrowiem piłkarza jest coś nie tak i stąd taka decyzja.

freddyadu_aaleksander
fot. Freddy Adu z dyrektorem sportowym Arkadiuszem Aleksandrem

Z moich informacji wynika, że wyniki testów wcale nie dyskwalifikowały amerykańskiego gracza. Naciski ze strony trenera Mroczkowskiego były wciąż bardzo duże i działacze ugięli się. Zdanie szkoleniowca jest bardzo ważne, ale pytanie: kto tu rządzi? Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że dyrektor sportowy Arkadiusz Aleksander (główny orędownik sprowadzenia znanego zawodnika do Sandecji) jest skonfliktowany z Radosławem Mroczkowskim, który w licznych wywiadach na temat tej sytuacji, niepochlebnie wypowiadał się na temat Aleksandra i jego kompetencji. Dyrektor chciał wbrew woli szkoleniowca testować gracza z USA i spotkał się z taką ripostą.

Szkoda, że wewnętrzna wojna odbiła się na Adu, który przyleciał do Polski na swój koszt i nawet na moment nie wyszedł na boisko. O Sandecji Nowy Sącz zrobiło się znów bardzo głośno na całym świecie, ale klub stał się obiektem drwin. Niedoszły gracz biało-czarnych dał wyraz swojego rozżalenia w licznych postach na twitterze.

Można było uniknąć tej farsy! Wystarczyło odłożyć na bok prywatne animozje i zachować się elegancko wobec zawodnika. Trener podkreślał, że potrzebuje realnych wzmocnień drużyny, a nie piłkarzy do odbudowania. Być może Freddy Adu nie rokował pozytywnie, ale skoro był już na miejscu, należało dopuścić go do treningów, dać szansę i po kilku dniach grzecznie podziękować. Wszyscy wyszliby z twarzą i uniknęliby niepotrzebnej afery.

Krzysztof Niedzielan

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Sandecji Nowy Sącz